Ostatnia aktualizacja: 28 czerwca 2004
Adam Waśkiewicz: Dobry wieczór. Jestem redaktorem Nowej Gildii, serwisu internetowego poświęconego szeroko rozumianej fantastyce; mamy także bogatą podstroję poświęconą horrorowi, jeżeli nie ma Pan nic przeciwko, chciałbym, by poświęcił mi Pan nieco swojego czasu i zechciał odpowiedzieć na kilka pytań.
Graham Masterton: Oczywiście, proszę pytać.
Pierwsze pytanie jest o Pańską najnowszą książkę, Wybuch - czy jest to tylko czasowe odejście od tematów grozy sensu stricte, czy też zamierza Pan kontynuować dalej tę tematykę?
Zamierzam w dalszym ciągu pisać horrory, do jakich przyzwyczaili się moi czytelnicy, takie jak Manitou czy Wojownicy Nocy, ale chciałem także tworzyć książki, które są bardziej bezpośrednimi thrillerami, współczesne powieści sensacyjne, choć w nich także znaleźć można elementy nadprzyrodzone.
Co sądzi Pan o polskiej antologii komiksu opartego na Pańskich utworach wydanej przez Mandragorę, i czy są planowane inne tego typu projekty?
Bardzo spodobał mi się projekt Mandragory, stworzenia komiksów na podstawie moich opowiadań grozy, ściśle współpracowałem przy tym przedsięwzięciu; uważam, że twórcy wykonali znakomitą robotę. Chętnie będę kontynuował współpracę z nimi, i chciałbym zobaczyć ich prace wydane nie tylko w Polsce, ale na całym świecie (antologia komiksów opartych na opowiadaniach Grahama Mastertona ma jeszcze w tym roku ukazać się w USA - przyp. red.).
Niektóre z Pańskich utworów zostały już sfilmowane, między innymi Manitou i Bi-Dżing. Czy dostawał Pan propozycje filmowania jakichś innych swoich utworów?
Tak, prowadzone są prace nad dwoma filmami, choć jest jeszcze zbyt wcześnie by mówić o czymkolwiek z całą pewnością. Jeden to Wyklęty, którym zainteresowana jest wytwórnia Phoenix Pictures, drugi to Wizerunek Zła, nad którym pracuje wytwórnia Gold Circle - ta sama, która wyprodukowała Moje wielkie greckie wesele. Spodobała im się ta książka, i mamy nadzieję, że francuski reżyser Eric Valette zajmie się jego reżyserowaniem, zrobił już bardzo dobry horror zatytułowany Malefique. Ale jak już mówiłem, wszystko to jest jeszcze w bardzo wczesnym stadium, robienie filmów wymaga mnóstwo czasu i pieniędzy, i właściwie do samej premiery, do momentu pojawienia się filmu na ekranach nic nie można powiedzieć z całą pewnością.
A gdyby któraś z Pańskich książek czy opowiadań mogły być sfilmowane, to który byłby to utwór, kogo widziałby Pan w obsadzie i za kamerą takiego idealnego filmu?
To trudne pytanie. Nie miałbym nic przeciwko zobaczeniu na ekranie mojej najnowszej książki, Wybuch. Myślę, że jest to dobry materiał na film, i to nie tylko dlatego, że jej akcja toczy się w Hollywood. Aktor? Ciężko powiedzieć. Na Brada Pitta na pewno nie byłoby nas stać (śmiech), ale na pewno nadawałby się do tej roli, to dobry aktor. A reżyser? Osobiście uważam, że Ridley Scott byłby świetnym reżyserem, bo łączy poczucie mroku z talentem do spektakularnych obrazów.
Niektóre ze swoich powieści kontynuował Pan, między innymi Manitou i Wojowników Nocy. Czy są jeszcze jakieś inne postacie czy wątki, do których zamierza powrócić Pan w swoich książkach?
Na razie nie. Ale z czasem, patrząc na swoje książki dostrzegam wątki historii, które można by rozwinąć w coś więcej, uaktualnić. W przyszłości może do tego dojdzie, zobaczę, czy nie da się opowiedzieć o nich nowych historii.
Manitou i jego sequele nawiązują do historii i mitologii Indian, ten motyw przewija się też w innych Pańskich książkach, między innymi Kostnicy i Wyklętym. Czy jest to rezultat zainteresowania Indianami z dzieciństwa, przypadkowa zbieżność, czy może jakiś inna przyczyna?
Jak już wspominałem (w rozmowie z panią redaktor prowadzącą spotkanie - przyp. red.) pierwszy raz przeczytałem o manitou w książce o kowbojach dla dzieci w latach pięćdziesiątych. Ale kiedy napisałem Manitou, skontaktowała się ze mną prawnuczka Siedzącego Byka, która powiedziała mi, że to pierwszy przypadek, kiedy zobaczyła indiański mit opisany we współczesnym thrillerze. Zabrała mnie na lunch do rosyjskiej herbaciarni - dość niecodzienne miejsce - i pokazała mi podpisane zdjęcie Siedzącego Byka. Potem poznałem więcej rdzennych Amerykan, i stopniowo zdałem sobie sprawę, że mają oni olbrzymią mitologię, o którejtak naprawdę nikt nie pisze. Może w jakichś książkach antropologicznych, ale nie w powieściach, w literaturze popularnej.
Mówił Pan, że nie czytuje innych książek, innych autorów; a który z autorów z dzieciństwa wywarł na Pana jakiś znaczący wpływ?
Najwcześniej - Lewis Caroll. Widać to zresztą po moich książkach, takich jak Zwierciadło Piekieł. Kiedy byłem mały, przyciskałem policzek do lustra, i usiłowałem zobaczyć świat po jego drugiej stronie. Później, kiedy byłem młody, czytałem Edgara Alana Poe. Wielu pisarzy wywarło na mnie jakiś wpływ. Bardzo lubiłem książki Stevensona; Wyspę Skarbów nadal uważam za wspaniałą książkę, napisaną prosto i z atmosferą, jaką dzisiaj chcę przekazać w swoich książkach.
A co z Lovecraftem - w niektórych Pańskich opowiadaniach znajdują się nawiązania do jego twórczości.
Tak, nawiązuję do niego. Uważam, że był bardzo oryginalny. Wprawdzie nie czytałem wszystkich jego utworów, tylko kilka wybranych opowiadań, ale to, co wywarło na mnie największe wrażenie to fakt, że stworzył całkowicie nową demonologię, osadzoną w Nowym Świecie, zamiast oglądać się wstecz na Stary Świat i jego demony. Myślę, że można ją rozwijać nadal, trochę tak jak zrobiłem z Misquamacusem w Manitou. Lubię Brązowego Jerkina, szczurowca, to wspaniała postać, która z całą pewnością zasługuje na rozwinięcie (to stworzenie pojawiło się w opowiadaniu Sny w domu wiedźmy - przyp. red.).
Filmy, komiksy, słuchowiska - co sądzi Pan o pomyśle przeniesienia Pańskich powieści czy opowiadań na jakieś inne media, jak na przykład gry komputerowe?
Raz czy dwa razy ktoś zwrócił się do mnie z taką propozycją, ale pozostaje sceptyczny. Sam nie gram w gry komputerowe, nie mam na to czasu. Oczywiście chciałbym kiedyś zobaczyć grę na podstawie moich utworów, ale w dzisiejszych czasach zrobienie naprawdę dobrej gry kosztuje tyle, co wyprodukowanie porządnego hollywoodzkiego filmu, więc trzeba by znaleźć do tego porządne zaplecze, kogoś, kto byłby skłonny zainwestować naprawdę dużo pieniędzy.
Wspominał Pan, że pisze książki o zwykłych ludziach, w których zwykłe życia wkrada się jakiś nadnaturalny element. Skąd czerpie Pan pomysły na swoich bohaterów, czy są to postacie zupełnie wymyślone, czy też opisuje Pan swoich krewnych, sąsiadów, znajomych?
Na pewno nie opisuję swojego sąsiada, zawsze kłócę się z nim o grille, które urządza u siebie w ogrodzie, a które dymią wprost na mój pokój (śmiech). Postacie tworzę sam z siebie, niektóre mają w sobie może coś z ludzi, z którymi zetknąłem się na przestrzeni życia, ale ciężko byłoby mi wskazać kogoś konkretnego. Lubię dawać im zwyczajne prace, zwyczajne osobowości, zwyczajne problemy. Połowa "nadnaturalnych" problemów to sprawy, z którymi musimy sobie radzić - zarabianie na życie, utrzymywanie małżeństwa, wychowywanie dzieci.
Która z Pańskich postaci jest najbardziej podobna do Pana samego?
Harry Erskine, fałszywy wróżbita z Manitou. Stara się jak może najlepiej, aby być dzielnym i honorowym, ale ciężko mu poważnie podchodzić
do życia. (śmiech)
Jak podoba się Panu w Polsce? Ostatnio był tu Pan dziesięć lat temu - czy zauważył Pan jakieś znaczące zmiany?
Olbrzymie zmiany - o wiele większy ruch uliczny, centrum Warszawy bardzo się rozbudowało. Ale myślę, że dobrze widać nie tylko rozwój gospodarczy, ale także większą dojrzałość i świadomość ludzi, gotowość do wyrażania się. Dziesięć lat temu zaczynało to już być widoczne, ale ludzie nie byli chyba jeszcze do końca pewni jak Polska się rozwinie. Jest tu znakomita atmosfera, pełna nowych pomysłów. To wspaniałe przyjechać tu i widzieć, jak wiele się zmieniło.
Mam nadzieję, że jeszcze będzie nam dane spotkać się w Polsce, i być może zobaczymy nasz kraj w jakichś Pańskich książkach.
Mam nadzieję, że zobaczymy się wkrótce. Chętnie napisałbym jakąś historię opartą na polskich legendach, polskim folklorze. Zamierzam przyjechać tu w przyszłym roku, ostatnio było to bardzo trudne, kiedy mieszkaliśmy w Irlandii, ale przyjedziemy tu znowu, kiedy tylko będzie to możliwe.
Dziękuję za wywiad.
Dziękuję i pozdrawiam czytelników Nowej Gildii.