Ostatnia aktualizacja: 2 marca 2005
Autor: BajMic
To mój pierwszy artykuł, więc to nie będzie nic specjalnego. (Gdyby był kolejny, nie pierwszy, artykuł to raczej też nie było by to nic specjalnego.)
Dungeons & Dragons jest moim ulubionym systemem. Nie wyobrażam sobie RPG bez niego i dobrze mi z tym. Niestety, ostatnio coraz częściej spotykam przypadki graczy nie przepadających, a czasem wręcz nienawidzących tej gry. Również na każdym z konwentów, z tej nielicznej grupy na której byłem, miałem okazję zauważyć, że sesje Dedeka cieszą się mniejszym zaintereswoaniem niż inne systemy. Nawet moi znajomi wprost szmacą go swoją opinią. Nie mogłem tego zrozumieć. Gra ma swoje wady, ale wcale nie są one tak duże jak u innych systemów i/lub bardzo łatwo można je skorygować, przykład może tu stanowić Grimm & Gritty (wspaniała metoda na wykończenie BG), a jednak wszelkie braki są dużo częściej i mocniej wytykane. Powszechnie DnD jest uważane za zwykłą zabijankę, czasami nawet porównywane do gry komputerowej Diablo. (Czemu oni mi to robią?) A przecież w Dungeons & Dragons również można grać storrytellingowo, rowiązywać zagadki, tropić zbrodniarzy itp. A jednak, dalej jest on symbolem Hack & Slashu...
Zaciekawiony tym zjawiskiem postanowiłem dowiedzieć się co sądzą inni gracze / znajomi. Po stoczeniu z nimi rozmowy dowiedziałem się kilku rzeczy o tym, co zniechęca w Dedeku...
Jak wiadomo, dedek to pierwszy istniejący erpeg na świecie. To historia i należy o niej pamiętać. Ale czy ktoś w dzisiejszych czasach buduje zamki? Nie. Tak samo jak one we współczesnym świecie, mechanika Dandżona wydaje się być archaiczna, pomimo zmian i ulepszeń z każdą kolejną edycją. Dodatkowo trudno tak naprawdę powiedzieć, żeby gra posiadała własną mechanikę, skoro niemalże identyczne zasady i reguły można spotkać w każdym systemie d20. Z własnym światem też nie jest zbyt wesoło, bo trzy pierwsze podstawki praktycznie nic nie mówią o świecie gry...
Właśnie, kolejnym problemem są własnie te trzy podstawki. To trochę zbyt dużo. Większość RPGów ma opisany świat już w pierwszym podręczniku, ale Dedek, ze względu na dużą ilość settingów, wymaga kupna kolejnego podręcznika. Oprócz tego dochodzi jeszcze cała gama dodatków, z czego niestety spora część to jest po prostu komercja. I trzeba przyznać, że system mocno ulega komercji ze strony wydawców. Tak więc grając w jeden system można uzbierać całkiem niezłą bibliotekę. No ale przecież nikt nie każe ich kupować!
Niektórych irytuje fakt, że Dandżon jest sprzedawany w bardzo dużym nakładzie, a w USA wprost zmonopolizował rynek RPG. Być może i ambitni amerykanie wolą siekać orki niż zagrać w porządny storrytelling, ale jakie jest owo zachodnie społeczeństwo, nie muszę chyba mówić. (Tylko po jakiego czorta ta amerykanizacja w Polsce!?) A w Polsce to trudno aby się nie sprzedawał jak się sprzedaje, skoro (pomimo wkurzających literówek) podręczniki są tak dobrze wydane. Twarda okładka, piękne ilustracje, tło każdej ze stron itp.
A teraz chciałbym przejść do sedna. Otóż może DnD ma (przynajmiej według niektórych) archaiczną mechanikę, za dużo podręczników (a one same są napisane jak poradnik prawny), ale jeśli jakiś kompletny laik dostanie w swoje ręce podręcznik do jakiegoś RPGa to może coś zrozumie, jeśli będzie wystarczająco zdolny (18 INT). Jeśli jednak weźmie w swoje ręce podstawkę do Dedeka, która jest napisana tak, aby wprowadzić w świat RPG kogoś, kto przedtem kompletnie nie miał ani kontaktu z nimi ani chęci do gry w nie, to ten podręcznik, nie dość, że wszystko mu pokaże od zera to jeszcze zachęci do gier fabularnych! To dlatego Dandżon najszybciej schodzi z półek. W końcu najwięcej jest tych początkujących graczy i to właśnie nasz kochany dedek odwala tę czarną robotę jaką jest stanowienie pierwszego kontaktu z Rolpleyami. Nie powinno się nowicjuszy wrzucać od razu na głęboką wodę (chyba, że chcemy kogoś utopić) jakimi są inne, już mroczniejsze, storytellingowe systemy. Zamiast tego powinni zacząć od czegoś lżejszego, o prostej mechanice. Brak opisów świata w PMP też ma swój cel. W końcu lepiej, aby początkujący MP zaczynał od tworzenia swojego, nawet niezbyt rozbudowanego, świata stworzonego choć na jedną sesję, niż od razu korzystał z gotowych settigów. (Jeszcze się od nich uzależni, biedaczyna!)
Tak więc sami widzicie, że ten złowieszczy dedek spełnia jednak jakąś rolę i lepiej aby był, niż gdyby go nie było. W końcu wielu Neuroshimowców, Cthulhowców (i innych epickich monster-oczywiście to żart) zapewne, choć niekoniecznie, również zaczynało od tego "jakże archaicznego i nieskomplikowanego" systemu. Ja również zaczynałem od Dandżona. A Ty? Przyznaj się...