Ostatnia aktualizacja: 26 stycznia 2002
Autor: Wajrak
"Mam 25 lat i jestem jednym z mieszkańców małej wioski zwanej Arroyo. Znajduje się ona na północnym zachodzie Californi. Wydaje mi się, że jest rok, 2241 ale ciężko zachować u nas rachubę czasu. Wszyscy żyjemy w skażonym, po wojnie nuklearnej, świecie. Moja wioska jest niewielka, życie ciężkie, plony marne, bydło zaczyna umierać, a wioska podupadać. Nie byliśmy w stanie nic na to poradzić. Po wielu namysłach i naradach starszyzna wioski, na której czele stała Elder, doszła do wniosku, że należy wyruszyć w poszukiwaniu G.E.C.Ko. Miało to być urządzenie, które sprowadziłoby na naszą wioskębłogosławieństwo i urodzaj. Jedynym problemem było znalezienie odpowiedniej osoby do tego zadania. Nie było chętnych, ponieważ większość z nas bała się świata, gdyż nigdy nie widziała nic poza wioską. Na dodatek starszyzna nie wiedziała gdzie może znajdować się G.E.C.Ko. A więc osoba wybrana, musiałaby działać na własną rękę. Wszyscy wiedzieliśmy, że misja ta jest samobójstwem, bez cienia szansy na powodzenie. Tamtego momentu nie zapomnę do końca życia. Któregoś dnia, jedząc śniadanie, wstałem od stołu i wyszedłem z mojej chatki. Po chwili zorientowałem się, że jestem w namiocie Elder i że zgłaszam mój akces do misji. Po tym zdarzeniu długo dochodziłem do siebie, nie wiedziałem, dlaczego tam poszedłem i zastanawiałem się, dlaczego to zrobiłem. Działałem pod wpływem nieznanego mi dotychczas impulsu. Wydaje mi się, że skłoniły mnie do tego moje długie rozmyślania nad przygodami mego dziada. Znanego wielu pod przezwiskiem, Vault Dweler. Wplątał się on w podobną kabałę, a na starość zamieszkał właśnie tu w Arroyo. Wiem jedno, że moja przygoda będzie niezapomnianym przeżyciem albo gwoździem do trumny. Zanim się obejrzałem, znalazłem się przed świątynią prób, która miała sprawdzić czy jestem Wybrańcem. Próby nie wydawały się trudne. Musiałem zabić kilka skorpionów oraz pająków, a na koniec musiałem zmierzyć się w walce wręcz z moim starym znajomym. Gdy wyszedłem dostałem strój po moim dziadku oraz nieco grosza. I pewną poszlakę; dowiedziałem się, że kupiec imieniem Vic znajduje się w mieści Den i może on coś wiedzieć o lokalizacji G.E.C.Ko. Pożegnałem znajomych i wyszedłem po za granice wioski. Mój umysł przeszywało wiele pytań oraz wątpliwości, a przede wszystkim strach przed tym, co mnie czeka..."
Powyżej starałem się przedstawić początek przygody, Wybrańca. Jak już pisałem grę rozpoczynamy w świecie przeżartym wojną nuklearną, w którym szklanka czystej, nie skażonej wody kosztuje gigantyczne pieniądze. Świat został pogrążony w chaosie. Kontynentem rządzi prezydent, który liczy się tylko sam ze sobą i nie
zważa na problemy narodu. Po świecie szerzy się przestępczość. Bandyci tworzą silne gangi lub mafie. Mniejsze grupy bandytów, robią wypady rabunkowe na pomniejsze wioski, a gangi zarządzają niektórymi miastami. Oczywiście my, jako zawodnik (mam nadzieje prawy) będziemy mieli okazję zmierzyć się z wieloma przestępcami. Autorzy gry nie zabraniają także przyłączenia się do gangów lub tworzenia własnych. My, jako wybraniec naszej wioski, poszukujemy G.E.C.K., a droga w jego poszukiwaniu nie będzie ani łatwa, ani przyjemna. Na naszej drodze stanie wiele mutantów, zmutowanych mrówek, skorpionów i alienów.Oczywiście nie unikniemy także spotkania z wrogo nastawionymi ludźmi. Fallout jest oczywiście grą typu RPG. Jeżeli ktoś nie wie, co ten skrót oznacza wyjaśnię to w ten sposób, że gry tego typu charakteryzują się dużą ilością dialogów i wymagają nieco pomyślunku oraz odrobiny inteligencji.
Podsumowując, zachęcam do gry, bo jest naprawdę nadzwyczajna i nietypowa. Moim zdaniem, gier tej klasy powstało naprawdę niewiele i można by je spokojnie zliczyć na palcach obu rąk, ale gdybym ja wystawiał grom oceny, to Fallout byłby zawsze na pierwszym miejscu ( no może egzekwo z Baldurem).