Wyszukiwanie

Rage Across Poland
Artykuły
Pieśni i opowieści
Scenariusze i bonusy
Kto jest kim
Świat Mroku
Gry fabularne
  Hunter
  Mag
  Mumia
  Wampir
  Wraith
Nowa Gildia
Gildie
  DVD
Przyjaciele Nowej Gildii
Confiteor
Ostatnia aktualizacja: 4 luty 2001
Autor: Confiteor



Imie gracza: Confiteor
Rasa: Homid
Patronat: Ahroun
Plemię: Wendigo
Imię postaci: Jaroslav

Sila 5 - Syberyjski drwal
Uniki 4 - Matrix
Bojka 4 - Boks
Percepcja 4 - Bystrooki

   Srebrna luna przechadzała się właśnie za oknem, gdy człowiek o długich
czarnych i prostych włosach usiadł wygodnie w skórzanym fotelu. Wyciągnął z
małej torebki czarną fajkę, z rzeźbionym cybuchem. Odpalił zapałkę i
przytknął płomyk do kępek nabitego tytoniu. Po chwili, po pokoju lekko i
tanecznie biegały kosmyki siwego dymu, niosące ze sobą wspaniały orientalny
zapach.
   Postać z wielką przyjemnością i degustacją pykała fajkę, by po jakimś
czasie westchnąć i skierować majestatyczny wzrok w jeden punkt.
   - Chcesz więc poznać swą historię, mały? - zapytał ciepło.
   Chłopak, który siedział naprzeciw niego przytaknął lekko głową. Był to
smukły młodzieniec, który z zapartym tchem śledził każdy ruch swego
rozmówcy.
   - Podejdź do mnie. - powiedział mentor.
   Chłopak powoli podniósł się z fotela i z niepokojem podszedł do postaci.
Stanął przy niej i czekał.
   Jego rozmówca wyciągnął z torebki szczyptę zielonego proszku, którą
wsypał na wierzch nabitej fajki. Tytoń zaskwierczał.
   - Zaciągnij się, mocno. - z powagą powiedział.
   Przestraszony trochę chłopak wziął w ręce dymiący przedmiot i włożył
ustnik między wargi, nadmuchał płuca dymem, po czym oddał fajkę mentorowi.
- Ekh, ekh... - zakaszlał młodzieniec.
Stary Indianin lekko się uśmiechnął i czekał...
                   ...Wiał wiatr, okropny i nieubłagany, zasłona z
siekającego śniegu z ogromnym pędem pochłaniała w swą paszczę niewidoczne
już niebo. Biały Kwiat, wojowniczka z Wendigo brnęła już od tygodnia przez
syberyjską "pustynię". Mimo, że postać wilka chroniła ją częściowo przed
trudami podróży, sił miała coraz mniej, a tworząca się świadomość poczęcia
nowego życia napełniała ją bezradnością i beznadziejnością.
   Wyczerpana do granic, po dwóch kolejnych dniach, syciła się ostatnim
kęsem ukradzionego z caernu mięsa. Nagle zawieja ustała, Biały Kwiat mrugała
chwilę oczami, zawyła do przebijającego się z trudem przez mleczne chmury
Heliosa. Nie było czasu do stracenia, stwierdziła, że jeśli pogoda się
utrzyma to na pewno znajdzie jakikolwiek, punkt zaczepienia. Tak też się
niebawem stało, a przynajmniej miała taką nadzieję. W oddali mrugało lekko
światełko. Gdy podeszła bliżej spostrzegła, że stoi tutaj domek myśliwski,
(wóz, albo przewóz)
pomyślała.
   Szybko przybrała postać ludzką i podbiegła do drzwi. Nie zastanawiając
się czym prędzej zapukała. Po chwili drzwi uchyliły się lekko, a serce
indiańskiej dziewczyny biło coraz mocniej.
   W progu pojawił się ciepło ubrany, rosły mężczyzna. Popatrzył zdziwiony,
chwilę się namyślał, po czym skłonił się nisko i wpuścił kobietę do środka.
   - Witam panią serdecznie. - ciepło zagadnął w języku garou.
   Kobieta tylko się rozglądało nie odpowiadając, po czym lekko osunęła się
na podłogę.
   Obudziła się już w łóżku, pod ciepła puchową pierzyną. Mężczyzna siedział
obok i przyjaźnie się uśmiechał.
   - Domyślam się, że to nie była krajoznawcza wycieczka. - znów zagadnął.
   Kobieta zbyła pytanie milczeniem, kolejny raz rozglądając się po
mieszkaniu.
   - Ach, przepraszam najmocniej, Vladimir jestem, albo Czerwony Sierp, jak
pani chce.
   - Biały Kwiat... - z niedowierzaniem w oczach odpowiedziała.
   - Mam się więc domyślić, jak tu trafiłaś?
   - Daj mi odpocząć, proszę. - rzekła.
   Mężczyzna odszedł, pogwizdując Kalinkę. Biały Kwiat zasnęła.
   Minęło kilka dni nim dziewczyna zaaklimatyzowała się, lecz kiedy to już
nastąpiło buzia jej się nie zamykała. Opowiadała wiele historii, wśród nich
była także ta, która ją tu sprowadziła - Pewnego razu, do caernu przybył
łowca wampirów - Wieniedikt, człowiek ze wschodniej Europy. Mimo, że był
młody, wiele pijaw dosięgła jego broń. Był zmęczony i prosił o gościnę.
Starszyzna zgodziła się na kilka dni. Mężczyzna wciąż był obserwowany i
obdarzony nieufnością. Złożyło się jednak tak, że w wyprawie zwiadowczej do
pobliskiej wioski zginęło dwóch doskonałych galiardów, w caernie wrzało.
Natychmiast zarządzono najazd, wybrano grupę ahrounów, spodziewając się
słabego oporu. Wieczorem wataha Szkarłatnego Gromu pognała po zemstę. Z
caernu, zniknął też nie wiedzieć kiedy łowca wampirów. Atmosfera była
napięta, wszyscy skupili swą uwagę na powrocie wojowników. Czekali,
wypytywali duchy, z wyprawy powróciła trójka postaci, dwóch garou i
Wieniedikt. Walka była podobna niesamowicie zaciekła, reszta zginęła, wiele
dni opłakiwano stratę. Jednak po tym wydarzeniu starszyzna zbierając
zgromadzenie przyjęła do caernu łowcę, który zyskał dużą dozę zaufania u
garou.
   Spokojne życie trwało kilka miesięcy, dopóki nie wyszedł na jaw romans
Białego Kwiatu z Rosjaninem. Postanowiono działać bezwzględnie, mężczyzna
zginął w niewyobrażalnych męczarniach, a brzemienną już od dwóch miesięcy
kobietę księżycowym mostem wypędzono na Syberię.
   - Tak oto się tu znalazłam, proszę cię, daj mi schronienie dopóki nie
urodzę. - błagalnie poprosiła dziewczyna.
   - Możesz liczyć na me wsparcie - odparł Vladimir.
   Kolejne dni mijały z wciąż rosnącym brzuchem Białego Kwiatu. W końcu
nadszedł dzień spełnienia. Kolejne bóle przewiercały ciało dziewczyny, by w
końcu na świat przyszło nowe życie.
   Vladimir delikatnie wziął na ręce maleństwo i chciał je czym prędzej
przekazać jego mamie. Spojrzał na nią z uśmiechem, pokazując płaczące
dziecko.
   - Opiekuj się nim - odrzekła Biały Kwiat, po czym wyzionęła ducha.
   - Nieee, wróć do mnie! - krzyczał Vladimir.
   Jednak krzyk nic nie pomógł, a on został sam na sam z maleństwem.
Wiedział, że nie podoła, postanowił udać się do Moskwy. Droga była daleka,
ale w okolicy był jeden z licznych caernów jego pobratymców Srebrnych Kłów,
wprawdzie on został roninem, ale miał wielką nadzieję na łaskę starszych.
   Tak też się stało, na zgromadzeniu, został otworzony most i Vladimir
znalazł się w Moskwie. Spotkał tam pewnego znajomego Polaka, który miał u
niego dług wdzięczności. Zaproponował mu opiekę nad dzieckiem, mężczyzna
nawet się nie namyślał po tym jak żołnierze odstrzelili mu przyrodzenie.
Wziął na ręce dziecko i radośnie pobiegł do żony. Vladimir krzyknął za nim
jeszcze by dobrze się nim opiekował, ale mężczyzna był zbyt pochłonięty
radością. Szczęśliwa rodzinka wyjechała z Moskwy do Polski, do Jeleniej
Góry...
                       ...chłopak ocknął się, lecz w głowie wciąż szumiało.
   - To jest moja historia? - z niedowierzaniem zapytał.
   - Tak, możesz czuć się dumny, bo jesteś jednym z nas, jednym z ahrounów
Wendigo. Duch nadał ci imię Ten Który Zginie z Rąk Samego Żmija...


                Jaroslav wygląda na Europejczyka ze wschodu, jest dość
smukły i młody(ok.20), ma dredy do ramion zafarbowane na czarno. Wokół szyi
zaplątane mnóstwo korali i rzemyków, znajdujących się także wokół
nadgarstków. Oczy ma niebieskie, a jedyną cechą nabyta po matce jest jakiś
taki indiański nos. Ubrany jest w pomarańczową rozpiętą koszulę, luźno
zwisającą na czarnym podkoszulku, brązowe sztruksy i czarny skórzany
płaszcz. Zawsze nosi przepasaną przez ramię torbę z potrzebnymi akcesoriami
takimi jak fajka, tytoń, buteleczka mocniejszego trunku.