Hymn Miejskiego Wilkołaka
Ostatnia aktualizacja: 23 luty 2001
Autor: Łukasz Skowron
Księżyc hipnotycznie przesuwał się za oknem, Betonowa puszcza tętniła życiem, rytmem Ludzi pogrążonych w codziennych zajęciach. Światła i cienie łączyły się w objęciach.
Donośny dźwięk pulsował w ich głowach Rytm nocy, muzyka topiona w alkoholach Papierosowy dym przesłaniał im rzeczywistość Chemia płynęła z krwią, wokół nicość.
Żaden deszcz już Cię nie oczyści Wiatr nie unosi już Twoich myśli Ciągle chcesz więcej, przestaje Ci wystarczać Uśmiech, słońce, bliska osoba... stać!
Odrzuć kajdany społecznych wymogów Poczuj wolność, zabijaj wrogów Pokłoń się naturze, obudź swój gniew Kochaj, troszcz się i usłysz cichy śpiew.
Twej duszy, co tak długo więziona Pragnie być nareszcie uwolniona Niech Twe ciało z letargu obudzi się Zmysły otępiałe znów mogą wyostrzyć się
Wróć do swej prawdziwej, dzikiej natury Zawyj do księżyca, zerwij wiążące Cię sznury. |