Opowieść jesiennego księżyca II
Ostatnia aktualizacja: 14 grudzień 2000
Autor: Azazelle
Spisana przez Azazelle
Kamil siedzi na lawce, moknie. Brudne wlosy splywaja w strumieniach wody az pod kolnierz starej parki, sweter nasiaka kwasnym deszczem, adidasy specznialy i uwieraja stopy. Kolejne warstwy ubrania przesiakaja woda, Kamil czuje zimno coraz blizej ciala; kiedy przesiaknie golf i podkoszulek, Kamil bedzie mogl wstac i isc stad. Obiecal sobie, ze w te noc znajdzie sponsora i kupi sobie cos dobrego... albo paczke zyletek, albo litra. Zalezy, co sponsor bedzie mial przy sobie. Moze jedno i drugie, jak sie powiedzie; sytuacja idealna - obala litra i chlasta zylki bez bolu. Moglby wprawdzie poprosic Matke, zeby pomogla wytrzymac bol - ale zreszta jaka Matke? Kurwe mac, a nie matke. Matki nie pozwalaja na takie rzeczy. Dzwiek; ktos biegnie. Kamil chwycil lezacy przy lawce koniec linki i pociagnal, napinajac przywiazany do drzewa z drugiej strony sciezki sznur. Biegnacy, jakis gowniarz, zapodawa przed siebie z niezlym tempem... jeszcze chwila, nie widzi tego sznurka? - I dobrze, chuj z nim... No, lezy, scierwo jedne. Kamil wstaje i podchodzi do gowniarza, spod parki wyjmuje rympalek i kopie gnojka po zebrach. - No, szczeniaku, dawaj kase. Ale juz, nie bede czekal do rana! No co sie, kurwa, zastanawiasz, dawaj szmal, scierwo! Gnojek lezy, jakby go troche szokla mozliwosc takiej akcji. Kamil lapie kolnierz eleganckiej kurteczki i podnosi dzieciaka, rzuca go na lawke. Czuje malenka iskierke dawnego Gniewu podpalajaca namokle galezie jego duszy, zeby wychodza spod warg, Kamil czuje sie silniejszy i wiekszy. Ktos niedlugo zginie. W glowie Kamila gra wspaniala orkiestra, piesni o cierpieniu i nieszczesciu, kto sie osmieli zaczynac z krolem calego jebanego Krakowa? Kamil obszukuje dzieciaka, wyciaga z kieszeni ladnych spodenek skorzany portfel; jego twarz rozswietla szalony usmiech pelen szczescia - to dobry dzien, za chwile wszystko sie skonczy. Bogate dzieci i ich bogaci rodzice, ich ladne ubranka, a on bedzie mogl sie wycofac ze zdarzen, kto w koncu potrzebuje pojebanych inwalidow takich jak on? On sam tez nie potrzebuje, niech zyje koniec zycia! Kamil kopie gowniarza ostatni raz i odbiega w mokra noc, utykajac; krotsza noga za chwile przestanie byc problemem. Nie slyszy nic poza wlasnym glosem, spiewajacym ochryple o smierci. Nie widzi czlowieka, biegnacego po prostej przechwytujacej, a nawet jesli by widzial - kto by sie przejmowal? |