Wyszukiwanie

Rage Across Poland
Artykuły
Pieśni i opowieści
Scenariusze i bonusy
Kto jest kim
Świat Mroku
Gry fabularne
  Hunter
  Mag
  Mumia
  Wampir
  Wraith
Nowa Gildia
Gildie
  DVD
Przyjaciele Nowej Gildii
Proszę Państwa, to jest wilkołak!
Ostatnia aktualizacja: 23 luty 2001
Autor: Chris



Do sali wielkiej auli, wypełnionej ludźmi, weszła jeszcze jedna osoba - ubrany w biały fartuch, wysoki i lekko posiwiały mężczyzna. Pod pachą niósł jakąś teczkę. Cały czas nerwowo wycierał i poprawiał okulary. Stanął na środku podwyższenia, odkaszlnął, żeby przerwać panujący w sali hałas. Niestety, nie pomogło. Musiał powtórzyć tę czynność, tym razem chrząknął głośniej. Zebrani popatrzyli po sobie i nastała niemal grobowa cisza. Mężczyzna na podwyższeniu wyprostował się i skinął głową w stronę drzwi po przeciwnej stronie sali, a potem wskazał jakieś miejsce na ziemi. Ludzie spoglądali w punkt, który wskazywał profesor, ale dostrzegli tylko pustą powierzchnię podłogi.
 Wtem rozległ się hałas i wahadłowe drzwi otwarły swe podwoje. Wszyscy zgromadzeni, znowu, jak jeden mąż zwrócili się w tamtą stronę. Chwila nerwowego oczekiwania i przez drzwi weszło dwóch uzbrojonych strażników, a za nimi dwóch innych mężczyzn wepchnęło do środka wózek (taki, jakie mają w prosektoriach) z przywiązanym do niego, chyba nieżyjącym człowiekiem, co spowodowało, że na twarzach obecnych w auli ludzi pojawiło się zakłopotanie.
 Tragarze wepchnęli wózek do sali i ustawili go dokładnie w punkcie, wskazanym przez profesora. Po obu jego stronach ustawili się strażnicy, przodem do widowni. Wszystkich zatkało. Profesor jeszcze raz odchrząknął (tym razem chyba po to, aby oczyścić gardło) i przeszedł się kilka razy po podwyższeniu. Wyglądał tak, jakby w tym momencie kontemplował ciszę. Nikt nie ważył się odezwać ani nawet wydać najmniejszego dźwięku.
 "Drodzy Państwo" - przemówił wreszcie. - "Chciałbym Wam przedstawić moje najnowsze i, nie ukrywam, sensacyjne odkrycie. Odkrycie nowego gatunku na ziemi!" - po sali przetoczyła się fala szeptów. Wszyscy spoglądali po sobie i nerwowo rozmawiali. Hałas znowu przerwało chrząknięcie profesora.
 "Czy to taka forma życia, jak ta ostatnia ryba z nogami?" - rzucił ktoś szyderczo, a tłum zaczął się śmiać. Strażnicy stali. Byli nieruchomi, jak kamienne posągi.
 "Proszę mnie nie obrażać!" - zakrzyknął zdenerwowany profesor
 "Tylko, że ostatnio także mówił Pan o sensacyjności Pańskiego odkrycia. O tym, że zmieni to pogląd na ewolucję! A co się okazało, Profesorze Bermingham?" - profesor milczał - "Więc ja Panu powiem - okazało się to wierutną bzdurą! Czy po raz kolejny wzywa nas Pan po to, żeby pokazać nam fałszywą rybę z nogami?!" - znowu fala śmiechu przetoczyła się po sali.
 "Tym razem to prawda! Przysięgam!" - profesor próbował jakoś się wytłumaczyć, zatrzymać wychodzących zdenerwowanych ludzi, jednak nic z tego. Tym razem ludzie nie chcieli słuchać jego bredni.
 "Kurwa mać!" - krzyknął wściekły Bermingham. Jego twarz zmieniła się teraz w przejrzały pomidor. Chyba poskutkowało, bo wychodzący ludzie zatrzymali się. Wszyscy zwrócili swoje oczy na człowieka, który teraz był bliski wybuchu. - "Czy jesteście ignorantami, czy tak totalnymi idiotami, że nie pozwalacie sobie przedstawić jednego z największych odkryć z dziedziny biologii od czasu ogłoszenia teorii ewolucji?!" - Teraz krzyczał już niewyraźnie. Słowa, które wyrzucał z siebie z niesamowitą prędkością, zaczynały przypominać bełkot pijanego niemowlaka. Chyba jednak poskutkowało... Do podwyższenia podszedł mężczyzna, który przed chwilą ośmieszał na oczach wszystkich Berminghama i zaczął mówić:
 "Dobrze. Ma Pan dziesięć minut, aby przedstawić nam swoje... odkrycie. Jeśli jednak okaże się ono, podobnie, jak większość Pańskich prac, wierutną bzdurą, to może się Pan pożegnać ze swoim stypendium na badania... na zawsze."
 "Dobrze..."
 "Więc proszę zaczynać... Czas płynie dosyć szybko... Ma Pan jeszcze dziewięć minut i czterdzieści sekund..."
 "Proszę Państwa! O! Jest wilkołak!" - krzyknął uradowany Bermingham, a sala znowu wybuchła gromkim śmiechem.
 "To nie jest śmieszne! Są na to naukowe dowody!"
 "Pewnie! Trochę sierści na języku!" - znowu ktoś zaczął się śmiać, kto inny mu zawtórował. "Udowodnię to Państwu!". Profesor kiwnął palcem na strażników. Jeden z nich przełknął ciężko ślinę i ruszył w stronę małego stolika. Pogrzebał chwilę wśród zgromadzonych na nim przedmiotów i uniósł do twarzy strzykawkę... dosyć sporych rozmiarów. Tłum ucichł nieco. Mężczyzna wręczył profesorowi strzykawkę i ustawił się z powrotem na swoim miejscu. Obaj spoglądali raz po raz, to na Berminghama, to na przywiązanego "wilkołaka". Doktor uniósł strzykawkę wysoko w górę.
 "Teraz patrzcie uważnie, niedowiarki!" - po tych słowach wbił wielką igłę w ramię nieprzytomnego osobnika. Wstrzyknął mu całą zawartość i odsunął się. Zrobił to tak bezładnie, że potrącił stojący obok stolik z bliżej niezidentyfikowanymi przedmiotami. Nawet nie wyjął igły...
 Wtem coś zaczęło się dziać. Mięśnie przywiązanego zaczęły błyskawicznie rosnąć, nieprawdopodobnie naprężając krępujące go pasy. Zapadła cisza. Wszyscy, z niedowierzaniem, wpatrywali się w zmieniającego się "wilkołaka". No, może nie wszyscy... gdyż jakaś kobieta z przodu zemdlała...
 Transformacja postępowała. Ciało pokrywało się gęstą sierścią, prawie półtorakrotnie powiększyło się (co doprowadziło pasy na skraj wytrzymałości), a głowa zamieniła się w wielkie "coś", przypominające niemiłosiernie zniekształconą głowę wilka...
Wybuchła panika. Ludzie zaczęli krzyczeć, padać na ziemię, tratować się nawzajem. Chyba nikt nie panował nad swoimi odruchami. Nikt, z wyjątkiem doktora Berminghama, który z szerokim uśmiechem obserwował całe to zamieszanie. Potężna fala ludzka przelewała się w tej chwili po sali, kierując się do wyjścia i zostawiając za sobą tylko bałagan.
Kiedy niemal wszyscy opuścili salę (kilka osób zostało - wtulili się w ściany i trzęśli się niemiłosiernie), Bermingham podszedł do skraju podwyższenia i zmierzył pustą przestrzeń wzrokiem.  "Tak, proszę Państwa! To jest wilkołak!" - zakrzyknął z nutką tryumfu w głosie i spojrzał jeszcze raz na kilku trzęsących się z przerażenia ludzi. Teraz czuł się jak zwycięzca. Tym razem nim był. Pieprzył całą komisję! Pieprzył wszystkich swoich krytyków i pieprzył wszystkich swoich, żądnych sławy i kasy studentów! Tym razem to on był górą i zamierzał to długo świętować...
Kiedy tak stał i delektował się słodkim smakiem zwycięstwa, usłyszał za sobą jakiś hałas. Powoli odwrócił się do tyłu. Widok, który ukazał się jego oczom zmroziłby krew każdego i przeraził do szpiku kości. Włochata bestia, dzięki której przed chwilą mógł delektować się zwycięstwem, właśnie odgryzała głowę drugiemu strażnikowi. "Chyba pasy nie wytrzymały" - było ostatnią myślą profesora, zanim kły zacisnęły się na jego szyi, miażdżąc ją...